(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 4".)
W oficjalnych książkach i przewodnikach
turystycznych możemy wyczytać sobie wiele
informacji o każdym mieście. Istnieją jednak
informacje, których oficjalne źródła z różnych
powodów nie podają. Aby poznać owe informacje,
trzeba w danym mieście żyć. Najczęściej bowiem
poznaje się je od kogoś dobrze znajomego i
zaufanego. Wszakże oficjalnie takich informacji
się nie podaje. Niniejsza strona stara się właśnie
opisać takie "szeptane" informacje o mieście
Wrocławiu - tj. szczegóły których normalnie
rzadko daje się usłyszeć. Wywodzą się one
głównie z lat 1964 do 1981 - w których ja
miałem przyjemność mieszkać w owym mieście.
Oczywiście, aby dokładnie wskazać z jakim
fragmentem miasta mają one mają związek,
konieczne było powtórzenie tu także kilku
informacji przewodnikowych - na tle jakich
owe "szeptane" szczegóły są wyjaśnione.
Wrocław jest sporym miastem położonym na
Dolnym Śląsku, czyli w południowo-zachodnim
kącie Polski. Najstarsza pisana wiadomość o
Wrocławiu pochodzi z 1000 roku. Utworzono
wówczas biskupstwo wrocławskie. W owym
czasie Wrocław nazywany był "Vratislavia".
Składal się on wtedy z dwóch części, mianowicie
z Zamku Biskupa położonego na wyspie przy
prawym brzegu rzeki Odra (tuż przy miejscu
przeprawy brodowej przez tą rzekę), oraz z
samego miasta zlokalizowanego na tzw. Ostrowie
Tumskim (czyli na małej wyspie w środku
ówczesnej rzeki Odra, w miejscu przez które
przechodziła stara przeprawa w bród przez tą
rzeke). Około 1100 roku miasto rozciągnęło
się także na sąsiednią Wyspę Piaskową. W
1163 roku zakończona została budowa zamku
książęcego i Wrocław został stolicą Księstwa
Śląskiego. Zamek książęcy przybudowany
został do Zamku Biskupa, tworząc z nim
podwójny kompleks obronny. W 1214 roku
w dokumencie Henryka Brodatego pojawił
się sołtys Wrocławski o nazwisku Godinus.
Wrocław funkcjonował więc już jako gmina
miejska. W 1242 roku Wrocław otrzymał
lokację na prawie niemieckim. W 1335 roku
Wrocław wszedł pod panowanie Czech i
podzielił losy polityczne Sląska. W 1526
miasto dostało się w panowanie Habsburgów.
W 1741 miasto, jak również niemal cały Śląsk
włączone zostały do Królestwa Pruskiego.
Od 1806 do 1811 roku Wrocław okupują
oddziały Napoleona. Na rozkaz Napoleona
rozebrane zostają wówczas mury Wrocławia
(fosa jednak pozostaje aż do dzisiaj). Tuż
przed drugą wojną światową Wrocław liczył
600 000 mieszkanców. W końcowej części
drugiej wojny światowej Niemcy bronili się
tutaj przed Armią Czerwoną. Miasto skapitulowało
dopiero 7 maja 1945 roku - po 82 dniach
oblężenia przez Rosjan. Układ Poczdamski
przekazuje Wrocław we władanie Polski.
Począwszy od w 1945 roku Wrocław ponownie
staje się miastem polskim.
* * *
Dzisiejsza liczba ludności Wrocławia jest
trudna do oszacowania. Wszakże obecne
granice administracyjne Wrocławia nie
pokrywają się z naturalnymi przerwami w
osadnictwie ludzkim. Niemniej zgrubnie
rzecz biorąc w 2004 roku sam Wrocław
liczył około 700 000 mieszkańców. Jeśli
zaś do liczby tej włączyć jego przedmieścia,
wówczas liczba ta przekraczała 1 milion
mieszkańców. Wrocław uważany jest za
czwarte co do wielkości miasto Polski
(po Warszawie, Katowicach i Łodzi).
* * *
Niniejsza strona stawia sobie za cel
zaprezentowanie opowieści i ciekawostek folklorystycznych o Wrocławiu,
a nie faktów naukowych o owym mieście. Praktycznie to oznacza,
że to co na niej zaprezentowane stara się tylko wiernie oddać i zilustrować
co różni ludzie opowiadali, co twierdzili, czy w co wierzyli. (Wszakże np.
w omawianych tu czasach nie było tylu telewizorów co dzisiaj, zaś te co
były nie były oglądane bez przerwy. Stąd w długie wieczory ludzie zabawiali
się najróżniejszymi opowiadaniami. Ponadto nawet kiedy strona ta powtarza
to co komuś było wiadome z całą pewnością, ciągle do owej informacji mogły
wkraść się różne błędy spowodowane niedoskonałością ludzkiej pamięci.)
Strona ta NIE stara się nawet dociekać czy udowadniać, na ile to co w niej
powtórzone jest prawdą, ani jaką wartość
faktologiczną, historyczną, czy naukową to posiada. Ponadto sama natura
prezentowanych tutaj informacji powoduje, że nawet jeśli któraś z owych
opowieści folklorystycznych zawiera wyłącznie historyczną prawdę, w chwili
obecnej prawdopodobnie nie jest
możliwe naukowe dowiedzenie jej absolutnej poprawności. Sprawę oceny poziomu
prawdy w zaprezentowanych poniżej opisach pozostawiam więc dyskresji czytelników.
* * *
Proszę zwrócić uwagę, że niniejsza strona
o mieście
Wrocławiu
jest jedną z całego szeregu stron jakie sporządziłem
na temat "szeptanych", lub opowiadanych sobie tylko
nieoficjalnie, ciekawostek miejsc w jakich kiedyś
mieszkałem lub które badałem. Inne podobne
strony obejmują stronę o dolnośląskiej wsi
Wszewilki,
stronę o dolnośląskim mieście
Miliczu,
stronę o niezwykłościach pokrzyżackiego zamku w
Malborku,
stronę o niewyjaśnionym zawaleniu się hali w
Katowicach,
a także strony o ciekawostkach Nowej Zelandii, np. strony a nazwach
Nowa Zelandia czy
Tapanui.
(Pełny adres internetowy wskazywanych tu stron ukaże się w okienku adresowym
wyszukiwarki po kliknięciu na ich linki w tekście wyróżniane kolorem zielonym.)
Powodem i początkiem wszystkiego był
bursztyn. W starożytności był on
ogromnie ceniony za jego zdolności lecznicze
i wzmacniające. (Jak czytelnikowi zapewne
wiadomo, elektryczność indukowana
podczas noszenia bursztynu odziaływuje
z punktami akupunkturowymi na ciele
noszącego, w ten sposób poprawiając
zdrowie noszącego - tak jak czyni to
rodzaj dzisiejszej bezigłowej
akupunktury,
zwanej także "akupunkturą energetyczną",
czy ludowa wersja "bio-akupunktury".)
Aby jednak zdobyć ów drogocenny bursztyn,
kupcowie musieli dostać się nad Morze
Bałtyckie w okolice dzisiejszego Gdańska.
Szlak jakim wówczas podążali, zwany
potem Szlakiem Bursztynowym,
musiał być starannie wybrany, bowiem
musiał prowadzić przez tereny zasiedlone
plemionami usposobionymi pokojowo.
W początkowej fazie swojego istnienia,
czyli jeszcze w starożytności, ów
"Bursztynowy Szlak" oficjalnie prowadził
od Akwilei (pisane Aquilei), w okolicy
dzisiejszego Triestu nad morzem Adriatyckim,
do Gdańska i do Zatoki Gdanskiej, zakreślając
ogromny łuk okrężny wiodący poprzez
rzymską prowincję Panonia, czyli dzisiejsze
Węgry, oraz dalej przez Bramę Morawską,
Kalisz, okolice jeziora Gopło do Wisły i następnie
wzdłuż Wisły do Gdańska i do Zatoki Gdańskiej.
Z czasem jednak okazało się że istnieje
krótsza i dogodniejsza droga wiodąca do
tego samego celu. W ten sposób powstało
bardziej bezpośrednie odgałęzienie
"Bursztynowego Szlaku", jakie przebiegało
przez dzisiejszy Wrocław, a dalej przez Milicz
(a także przez przy-Milicką wioskę Wszewilki)
do Gniezna i Gdańska. (Ogromny wpływ jaki
"Bursztynowy Szlak" wywarł na rozwój małego
miasteczka Milicza i położonej przy Miliczu
wioski Wszewilki, wyjaśniają odrębne strony o
Wszewilkach,
Miliczu,
oraz o milickim kościele
Św. Andrzeja Boboli,
wyszczególnione w Menu 1.) Podobnie jak
oryginalny szlak, również to późniejsze jego
odgałęzienie wiodące przez dzisiejszy Wrocław,
Milicz i Gniezno, przecinało po drodze aż kilka
dużych rzek. Jedną z nich była rzeka Odra.
Oczywiście, aby przeprawić się na drugi brzeg
Odry w czasach kiedy nie było na niej jeszcze
żadnych mostów, kupcowie ci potrzebowali
wygodnego brodu. Bród taki istniał w miejscu
gdzie Odra rozlewała się na kilka odnóg okrążających
małe wysepki. Począwszy więc od około roku
800 p.n.e, na obu brzegach Odry, przy miejscu
owej przeprawy w bród przez rzekę, założone
zostały dwa grodziska. Wszakże podróżni
przeprawiający się przez rzekę poszukiwali
bezpiecznego miejsca na nocleg i na odpoczynek,
którego dostarczały im owe grodziska. Z czasem
grodziska te przekształciły się w to co dzisiaj
nazywane jest miastem Wrocław.
Istnieją konkretne dowody materialne, że Wrocław
faktycznie zlokalizowany był na jednym z odgałęzień
"Bursztynowego Szlaku". Dowody te to "skarb" w
postaci dużej ilości starożytnego bursztynu jaki w
XIX wieku znaleziono w dzielnicy Wrocław-Partynice.
Jedno źródło podaje, że bursztynu tego bylo 800 kg,
a inne - mniej wiarygodne, że 2500 kg. Bursztyn
ten miał pochodzić z przełomu obu er, tj. z początku
naszej ery i narodzenia Chrystusa. Największa bryła
ważyła 1750 gram. Tak ogromnej ilości bursztynu
nie przetransportowano by do Wrocławia, gdyby
miasto to nie leżało na "Bursztynowym Szlaku".
Miejca leżące na byłym Szlaku Bursztynowym
znane są zresztą ze starożytnych skarbów bursztynowych.
Inny taki skarb znaleziony był w 1914 roku w
Bassonii nad Wisłą, powiat Puławy, w województwie
lubelskim. Obejmował on 300 kg surowego bursztynu
i 30 kg gotowych paciorków bursztynowych. Jak to
wyjaśniłem na stronie o
Miliczu,
w czasach mojej młodości prawdopodobnie zbliżony
skarb znaleziony został i w Miliczu. Jednak nigdy nie
został on ani oficjalnie zgłoszony władzom, ani naukowo
skatalogowany. Jego fragmentami po prostu bawiliśmy
się jako małe dzieci, aż uległ on całkowitemu zmarnotrawieniu.
Pomiędzy obu grodziskami, na środku rzeki Odra
znajdowały się dwie wyspy, obecnie zwane Ostrów
Tumski i Wyspa Piaskowa. Z obu stron rzeki
dostępu do owych wysp broniły owe dwa grody.
Nic więc dziwnego, że z czasem ludzie zaczęli
na nich budować swoje domostwa i zaczątki miasta.
Wszakże czuli się tam najbezpieczniej. W ten
sposób najpierw zasiedlony został Ostrów Tumski.
W 900 roku naszej ery, w takim drewnianym miescie
na Ostrowie Tumskim mieszkało już około 2000 ludzi.
Miasto to, wówczas zwane "Vratislavia" było już
znaczącym ośrodkiem handlowym i rzemielśniczym.
Kiedy odbył się Chrzest Polski, ów szeroko znany
już wówczas ośrodek został wybrany na siedzibę
biskupstwa. Jego znaczenie dodatkowo więc wówczas
wzrosło. Wszakże z ośrodka handlowego i rzemielśniczego
przekształcił się on dodatkowo w bardzo ważny
ośrodek administracji kościelnej. Miasto zaczęło
się gwałtownie rozrastać, w późniejszych czasach
przenosząc się również i na sąsiednią wyspę Piaskową.
Jednocześnie wśród początkowo drewnianej
zabudowy Ostrowa Tumskiego pomału zaczęły
wyrastac kościoły budowane z cegły.
Niektóre z owych kościołów stoją tam do dzisiaj.
Fot. #1: Jest to fotografia Katedry Wrocławia
(ufundowanej przez Bolesława Chrobrego
w 1000 roku).
Powyższe zdjęcie wykonano w lipcu 2004 roku,
kiedy to wiek owej katedry przekraczał już 1004
lata. Była ona najważniejszym źródłem potęgi
i wzrostu Wrocławia.
Niezwykłą ciekawostką na którą podczas
oglądania tej katedry proponowałbym zwrócić
szczególną uwagę, są dwa lśniące srebrzyście
dyski osadzone na samym czubku iglic obu wież
tej katedry. Dyski owe widać na powyższym zdjęciu.
Dyski te symbolizują bowiem dwa telekinetyczne
wehikuły UFO, nazywane również wehikułami UFO
drugiej generacji. Do swego napędu wehikuły owe używają
ośmiobocznych urządzeń napędowych nazywanych
komorami oscylacyjnymi,
o których piszę również poniżej w punkcie #16 tej
strony. Owe ośmioboczne urządzenia mają to do
siebie, że generują one techniczną wersję
telekinezy.
Z kolei ową wersję telekinezy wehikuły UFO wykorzystują
potem nie tylko dla celów napędowych, ale także do czynienia
siebie niewidzialnymi dla ludzkich oczu, do przenikania
przez mury, meble i inne obiekty stałe, itp. (Zjawisko
które umożliwia wehikułom UFO stawanie się niewidzialnymi
dla ludzkich oczu, a także przenikanie przez obiekty
stałe, nazywane jest "migotaniem telekinetycznym".
Jego szerszy opis zawarty jest na odrębnej stronie
internetowej na temat
Konceptu Dipolarnej Grawitacji.)
Kiedy jakiś wehikuł UFO drugiej generacji zawisa
dokładnie nad czyjąś głowę w stanie widzialnym
(tj. po tym jak wyłączy on swój stan telekinetycznego
migotania), wówczas osoby patrzące na niego od spodu
są w stanie właśnie dostrzec owe ośmioboczne zarysy
komór oscylacyjnych osadzonych w pędnikach tych statków.
Gdzie dokładnie te pędniki z ośmiobocznymi komorami
się znajdują, widoczne to jest relatywnie dobrze na rysunkach
magnokraftów -
które to magnokrafty faktycznie są ziemskimi odpowiednikami
dla wehikułów UFO. Otóż najbardziej fascynujące w owych
srebrzystych dyskach z zakończeń iglic wież katedry we Wrocławiu
pokazanej na powyższym zdjęciu, jest że jeśli ktoś dobrze się
im przyglądnie dokładnie od spodu, wówczas w ich centrum
dostrzeże wyraźnie widoczne zarysy ośmiobocznych komór
oscylacyjnych. Owe zarysy są więc kolejnym z obiektów
istniejących w ziemskich kościołach - a opisanych w punkcie
#16 tej strony, które swoimi kształtami dokładnie imitują
kształty podpatrzone przez ludzi na wehikułach UFO.
* * *
Zauważ, że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu
wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto
większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając
w to populany "Internet Explorer", pozwala na
załadowanie każdej ilustracji
do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli
przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć,
a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego
przez siebie software graficznego.
Kiedy Wrocław został siedzibą biskupstwa,
rezydujący w nim biskup reprezentował
najwyższą lokalną władzę. Stąd najpierw
zbudował on sobie ufortyfikowaną siedzibę.
Zlokalizował ją na jednej z wysp na Odrze,
o dawnej nazwie "Dominsel". Dzisiaj wyspa
ta już nie istnieje. W obrębie owej ufortyfikowanej
siedziby biskupa, w 1000 roku podjęto budowę
Katedry Wroclawskiej. Katedra ta pokazana
jest na fotografii "Fot. #1". Z upływem czasu
fortyfikacje wokół siedziby biskupa zniknęły.
Zniknęła też odnoga Odry która umiejscawiała
tą siedzibę na wyspie. Niemniej sama owa
siedziba, a także zbudowana w niej katedra
wrocławska, przetrwały do dzisiaj na swym
oryginalnym umiejscowieniu. Oczywiście w
międzyczasie zostały wielokrotnie przebudowywane
i odbudowywane. Ich dzisiejszy wygląd
pokazują zdjęcia "Fot. #1" oraz "Fot. #2".
Powyższe warto uzupełnić informacją, że biskupi
wrocławscy przez cały ten czas odgrywali we
Wrocławiu kluczową rolę. Praktycznie to dzięki
nim Wrocław jest tym czym jest obecnie. Niemal
zawsze też popierali oni przynależność Wrocławia
i Śląska do Polski. Szczególnie dobrze jest to
widoczne w początkach średniowiecza, kiedy
to ich zamki i ich żołnierze bronili orężnie tych
ziem przed obcymi najeźdzcami - np. patrz
dzieje zamku biskupiego w
Miliczu,
który przez długi okres czasu bronił zachodniej
granicy Polski.
Fot. #2: Jest to fotografia dzisiejszej siedziby biskupa
Wrocławia.
(Zjęcie wykonane w lipcu 2004 roku.) Siedziba ta
zlokalizowana jest jedynie jakieś 300 metrów
na wschód od katedry pokazanej na zdjęciu "Fot. #1" -
i to przy głównej drodze przebiegającej obok owej
katedry. Dlatego warto na nią rzucić okiem kiedy
oglądnie się już ową katedrę.
W fotografii tej najbardziej warto zwrócić uwagę
na jej liczne "rozety", czyli na owe koliste
architektoniczne ozdoby jakie upiększają
przednią fasadę tego budynku. Faktycznie,
to jeśli ktoś przeanalizuje wygląd owych rozet,
wówczas się okazuje że wiernie imitują one
typowy wygląd wylotu z szesnasto-bocznej
komory oscylacyjnej
zawartej w pędnikach wehikułów UFO trzeciej
generacji (zwanych także
wehikułami czasu),
oglądanych od spodu przez widza
nieobeznanego z działaniem
napędu tych statków kosmicznych. W tym
miejscu powinienem przypomnieć, że
zgodnie z opisami przytoczonymi w rozdziale
M z tomu 11 monografii
[1/4],
wehikuły UFO trzeciej generacji nazywane są
również
"wehikułami czasu",
ponieważ ich szesnastoboczne komory oscylacyjne
są także w stanie dokonywać zmian w upływie czasu.
Podczas swego działania ich szesnastoboczne
komory oscylacyjne z pędnika głównego tych statków
formują skomplikowane obwody magnetyczne
które właśnie widoczne są na zarysach owych
rozet pokazanych na powyższym zdjęciu. Stąd
owe rozety, jakie od najdawniejszych czasów
typowo przyozdabiają frontowe ściany starych
kościołów, stanowią jeszcze jeden przykład z
gromnej listy obiektów, jakie w kościołach
chrześcijanskich imitują kształty podpatrzone
w dawnych czasach przez ludzi na wehikułach
UFO. W przypadku tych rozet, obiekty z UFO
jakie one imitują są faktycznie ogromne fascynujące
z punktu widzenia dawnych mieszkańców Ziemi.
Wszakże pozwalają one UFOnautom na podróże
w czasie, a także na zmianę szybkości upływu czasu.
(Szersza lista takich obiektów które w kościołach
imitują UFO przytoczona została w punkcie #16 poniżej.)
Wzrost znaczenia Wrocławia spowodował,
że z czasem przeniosła się do niego stolica
księstwa. Książę zbudował sobie wówczas
zamek warowny na byłej wyspie Dominsel,
w pobliżu ufortyfikowanej siedziby biskupa
wrocławskiego. Zamek ten opisywany jest
w 1288 roku, z okazji ufundowania przez
tego księcia kościoła Św. Krzyża. Do dzisiaj
zamek książęcy już nie istnieje we Wrocławiu.
Jedyne co z niego pozostało, to fragment
fundamentów jego starych murów obronnych,
a także niewielki kościół zamkowy jaki pokazany
został na poniższym zdjęciu "Fot. #3".
Fot. #3: Powyższy zamkowy kościół Św. Marcina,
plus fragment resztek fundamentów murów obronnych
tego zamku, są wszystkim co do dzisiaj ostało się po
warownym zamku książęcym we Wrocławiu.
W pokazanej powyżej, obecnej konstrukcji, kościół Św.
Marcina zaczęto budować około 1310 roku. Jednak w
jego miejscu istniała drewniana kaplica już w 1149 roku.
Kaplicę tą wymienia bowiem potwierdzenie własności
wydane przez księcia Bolesława II Kędzierzawego
(który potwierdził ją jako posiadłość klasztoru Św.
Wincentego - czyli benedyktynów). Powyższe zdjęcie
wykonałem w lipcu 2004 roku. Gdyby budowle zamku
książęcego we Wrocławiu zachowały się do dzisiaj,
zapewne wyglądałyby one w przybliżeniu tak jak te
pokazane na fotografii "Fot. #11" poniżej.
#4. Średniowieczne
studnie zamkowe – sekretne drzwi do wolności:
Dawne zamki warowne miały to do siebie,
że w na wypadek oblężenia budowały one
liczne podziemne tunele i lochy, z ktorych
wyjścia znajdowały się ukryte w lasach wiele
kilometrów od danego zamku. Warowny
zamek książęcy we Wrocławiu wcale nie
mógł być wyjątkiem w tym względzie. Z
całą pewnością w różnych kierunkach świata
prowadziły od niego liczne tunele podziemne.
Sporo z tych tuneli ciągle zapewne znajduje
się w stanie używalności nawet jeszcze dzisiaj.
Problem jedynie w tym, że obecnie niemal nikt
ich nie bada, zaś dostęp do nich został zablokowany.
W średniowiecznych czasach wejście do tuneli
podziemnych zwykle ukryte było w studni jaka
standardowo znajdowała sie na dziedzińcu zamkowym.
Nawet do dzisiaj wiele studni zamkowych posiada
owe wejścia do podziemnych tuneli. Przykładowo
wejścia takie znajdują się w studniach na:
(1) zamku wysokim w Malborku (tej z rzeźbą
pelikana), (2) zamku w Otmuchowie na południe
od Wrocławia - patrz "Fot. #4" poniżej (od owej
studni zamku w Otmuchowie tunele biegną aż
do twierdzy w Kłodzku), a także (3) zamku
pokrzyżackiego w Gniewie. Faktycznie też
każdy stary zamek warowny, w tym zamek
we Wroclawiu, niemal jako pewnik musiał
posiadać na dziedzińcu taką studnie z wejściem
do lochów. Tyle tylko że w dzisiejszych czasach
zwykle nie jest już nam wiadomo, gdzie owe
studnie się znajdowały.
Fot. #4: Studnia zamkowa z zamku Otmuchów
z Południowej Polski (tj. kilkadziesiąt kilometrów
na południe od Wrocławia).
.
Fotografia wykonana w lipcu 2004 roku. Patrząc
do owej studni wyraźnie widać w niej wejście do
lochów i podziemi zamkowych. Z kolei owe lochy
zawsze posiadały conajmniej jedno wyjście położone
w lasach daleko poza obrębem murów zamku
i miasta.
Dla zwykłego przechodnia z ulicy, miasto
Wrocław niczym się nie wyróżnia. Tymczasem
gdyby ziemia stała się przeźroczysta, zapewne
wszystkim zatkało by oddech. Pod Wrocławem
kryje się bowiem jeszcze jedno tajemnicze
miasto, mające formę całego labiryntu podziemnych
tuneli. Jak każde średniowieczne miasto, Wrocław
miał cały system tuneli kryjących się w jego
podziemiach. Tunele te były też naprawiane
i utrzymywane w stanie używalności aż do
zakończenia drugiej wojny światowej. Dopiero
po drugiej wojnie światowej ludzie stopniowo
o tunelach tych niemal całkowicie zapomnieli.
Dlatego do dzisiaj zapewne większość z nich
popadła w ruinę.
Labirynt podziemnych tuneli pod Wroclawem
wywodzi się aż z dwóch źródeł. Pierwszym z
nich były potrzeby obronne średniowiecznego
miasta Wrocławia, oraz jego warownego zamku.
Potrzeby te opisałem już powyżej. Istnieją jednak
pod Wroclawem i inne tunele, jakie wcale nie
wywodzą się z okresu średniowiecza. Były one
budowane jako fragment późniejszych fortów
obronnych oraz budowli militarnych broniących
dostępu do dawnego Wrocławia. Największa ich
liczba związana jest z dzisiejszym "Wzgórzem
Partyzantów" (tj. dawnym tzw. "Bastionem Sakwowym"),
który przez spory okres czasu stanowił budowlę
militarną. Wieści szeptane stwierdzają ponadto,
że sporo relatywnie nowych tuneli podziemnych
rozchodzi się od wrocławskiego dworca kolejowego,
a także od kilku betonowych "bunkrów" porozmieszczanych
w różnych miejscach Wrocławia. (Każdy z tych
bunkrów posiada aż kilka pięter podziemi.)
Fot. #5: Wygląd typowego podziemnego
tunelu z okresu średniowiecza.
Fotografia z lipca 2004 roku.
Powyższy tunel dostępny jest dla zwiedzających pod
miastem Kłodzko (wejścia do niego znajdują się
przy kłodzkim ratuszu oraz pod twierdzą kłodzką).
Jadnak cały labirynt średniowiecznych tuneli, bardzo
podobnych do powyższego, znajduje się również
pod Wrocławiem. Tyle że mało kto wie o ich istnieniu.
Być może warto jednak rozważyć udostępnienie
choćby małego ich fragmentu dla zwiedzających,
podobnie jak to uczyniło Kłodzko. Wszakże
dostarczyłoby to Wrocławiowi dodatkowej atrakcji
turystycznej, nie wspominając już o źródle zarobku
i utrzymania dla całego szeregu ludzi.
Średniowieczne miasta posiadały wiele
wejść do swoich tuneli podziemnych. Standardowo
takie wejscia znajdowaly się w podziemiach
praktycznie wszystkich średniowiecznych
kościołów (np. we Wroclawiu posiadają je
podziemia Katedry Św. Elżbiety Węgierskiej
przy rynku), a także w podziemiach niemal
wszystkich budynków urzędowych (np. ratusza,
zbrojowni, zamku, wież obronnych, barbakanów, itp.).
Do dzisiaj jednak większość z owych wejść
została zamurowana. Niemal jedynym miejscem
we Wrocławiu, o którym powszechnie wiadomo,
że do dzisiaj posiada ono takie wejscie do
tuneli podziemnych, to resztki starego fortu
obronnego jaki stał przy południowej bramie
do miasta. Obecnie była lokacja tego fortu
nazywana jest "Wzgórzem Partyzantów".
* * *
Wzgórze Partyzantów w czasach moich
studiów - czyli niemal pół wieku temu,
było słynne z faktu, że wieczorami i nocami
na nim "straszyło". Mówiono wówczas,
że po wzgórzu tym buszują duchy średniowiecznych
więźniów zamęczonych na śmierć w całym
labiryncie katakumb i podziemnych tuneli jakie
rozchodzą się pod Wrocławiem właśnie zaczynając
się na owym wzgórzu. W chwili obecnej,
na podstawie swoich badań UFO, ja osobiście
wyjaśniam owo dawne "straszenie" zupełnie
inaczej. Mianowicie uważam, że półprzeźroczyste
istoty i latające cienie jakie wówczas na wzgórzu
tym często widywano, to po prostu UFOnauci
którzy w podziemiach owego wzgórza
prawdopodobnie posiadali (i posiadają ciągle
do dzisiaj) swoją poziemną bazę, podobną
do bazy UFOnautów która istnieje pod miastem
Malbork
- po szczegóły owej bazy patrz strona internetowa
o Malborku dostępna poprzez "Menu 4".
Wnikając do owej bazy, lub z niej się wynurzając,
UFOnauci ci zapewne przypadkowo straszyli
zakochanych, oraz tych którzy o zmroku zabłąkali
się na owo wzgórze. Wszakże używany przez
UFOnautów napęd osobisty nadawał im częściowej
lub zupelnej niewidzialności, zamieniając owych
UFOnautów w rodzaje latajacych cieni, przez ludzi
branych za duchy.
Powodem dla jakiego
UFOnauci
posiadają na świecie cały szereg "podziemnych baz",
jest ich strategia "nieustannego ukrywania się przed ludźmi".
Wszakże UFOnauci to kosmiczni rabusie, złodzieje
i bandyci, całkowicie pozbawieni ludzkich uczuć czy
zachowań. Chociaż są oni najbliższymi krewniakami
ludzi, oraz wyglądają dokładnie jak ludzie, owi
szatańscy
krewniacy ludzkości przybywają na Ziemie wyłącznie
aby nas rabować z tego co mamy najcenniejsze.
Postępując zaś z ludźmi aż tak niemoralnie, UFOnauci
starają się ukrywać przed ludzkością swoją nieustanną
obecność oraz niemoralną działalność na Ziemi.
Poniewaz jednak UFOnauci potrzebują mieć pod
ręką swoje wehikuły UFO, po przyleceniu na Ziemię
ukrywają oni te wehikuły w najróżniejszych podziemnych
jaskiniach lub piwnicach. Takie zaś duże wehikuły UFO,
ukrycie zaparkowane w podziemnych jaskiniach lub
obszernych piwnicach, nazywane są właśnie "bazami
UFO". UFOnauci zlatują się bowiem do nich na
odpoczynek i po rozkazy swoich przywódców
(kiedy np. nie wiedzą co mają czynić dalej).
Często też uprowadzają oni ludzi do owych
podziemnych baz. Jedna taka duża komora
ukryta pod ziemią, w której UFOnauci "parkują"
swoje wehikuły UFO na czas operowania we
Wrocławiu, najprawdopodobniej znajduje się
właśnie pod Wzgórzem Partyzantów. Innym
miejscem w okolicach Wrocławia, w którym
zgodnie z lokalnym folklorem również ma się
znajdować podobna podziemna baza UFO,
to pobliska Góra Ślęża.
W Kuala Lumpur, Malazja, zawaliła się jedna
z takich baz UFO zlokalizowanych we wnętrzu
góry, ukazując się oczom ludzi. Obecnie jest
ona nazywana tam "Batu Cave". Miejscowi
wyznawcy Hiduizmu wierzą, że w owej jaskini
mieszkał kiedyś Hinduski bóg zwany "Murunga".
Gigantyczna rzeźba owego "boga" obecnie
stoi wzniesiona przy wejściu do owej jaskini.
Kiedy ktoś na nią patrzy, szokuje go podobieństwo
owej istoty do załóg wehikułów UFO. Dla
przykładu, posiada on parat oddechowy z
wysoce charakterystycznymi rurami. Fotografia
fragmentu owej Batu Cave, który sugeruje
jej technologiczne pochodzenie, pokazany
został na stronie internetowej o
Nowej Zelandii.
Folklor Nowozelandzkich Maorysów wskazuje
aż kilka lokacji w
Nowej Zelandii
gdzie mają się znajdować właśnie takie podziemne
bazy UFO. Ja badałem relatywnie dokładnie owe miejsca,
aby wykryć ich cechy wspólne które pozwoliłyby
na ich identyfikowanie. Jedną z takich cech okazuje
się być, że ponad komorą podziemną w której
ukrywają się wehikuły UFO, nieustannie wykładane
są kręgi magnetycznie spalonej roślinności. W
rozdziale O z tomu 12 monografii [1/4], a także
na stronach internetowych
dowody działań UFO na Ziemi,
26ty dzien, oraz
Milicz,
kręgi takie opisywane są pod nazwą "lądowiska
UFO" oraz "kregi zbożowe". To zaś oznacza,
że słynne "kregi zbożowe" z Anglii, a także
podobne kręgi z polskiego Wylatowa, to niemal
z całą pewnością miejsca w których wehikuły
UFO powtarzalnie wykładają i magnetycznie
wypalają zboże w trakcie swojego wnikania
pod ziemię w celu ukrycia się przed ludźmi
w zawartych pod owym miejscem jaskiniach.
Ciekawostką na którą warto zwrócić w tym miejscu
uwagę czytelnika, jest że właśnie koło miejsca
z Wylatowa, gdzie powtarzalnie formowane są
owe kręgi zbożowe, udało się komuś sfotografować
całą eskadrę UFOnautów nurkujących pod ziemię
z głowami skierowanymi w dół. Zdjęcie owej eskadry
nurkujących UFOnautów pokazane zostało
jako "Fot. 9b" (a także "Fot. 9c") na odrębnej
stronie internetowej o
kosmitach.
Warto oglądnąć sobie owo zdjęcie, bowiem jestem
gotów się założyć, że podobne zdjęcia przypadkowo
wykonywane są również we Wrocławiu w pobliżu
Wzgórza Partyzantów. Tyle tylko, że nie wiedząc
iż prezentują one eskadry nurkujących UFOnautów,
ich wykonawcy zapewne je wyrzucają wierząc że
są to "poruszone zdjęcia".
Jeszcze wyraźniejsze zdjęcie UFOnauty, który
też nurkuje głową w dół do takiej podziemnej
bazy UFO umiejscowionej
w podziemiach zamku w Malborku, pokazane
zostało jako zdjęcie "Fot. #2" na stronie internetowej o
Malborku.
Warto tam zwrócić uwagę na niewielki wzrost
owego UFOnauty, oraz na fakt że wiruje on
podczas lotu. Taki mały wzrost czyni go podobnym
do owego "diabła" z poematu Adama Mickiewicza
"Pani Twardowska". (W przeszłości ludzie nazywali
"diabłami" istoty które dzisiaj nazywamy "UFOnautami".)
Parkowanie wehikułów UFO w komorach dużych
podziemnych jaskiń jest tylko jednym z całego
szeregu najróżniejszych sposobów na jakie
ci kosmiczni bandyci - w dzisiejszych czasach
zwani "UFOnautami", zaś dawniej określani
mianem "diabły", ukrywaja przed ludźmi swoją
nieustanną obecność i niecne działania na Ziemi.
Innym, niemal tak samo częstym sposobem
ukrywania się tych istot przed ludźmi jest
podmienianie
upodobnionego do kogoś UFOnauty za danego
człowieka. Tacy podmienieni za ludzi UFOnauci
w dawnych czasach nazywani byli
podmieńcami.
Z kolei odmiennym sposobem ukrywania przez
UFOnautów swoich wehikułów jest ich otaczanie
technicznie uformowanymi chmurami lub mgłą. Takie
"UFO-chmury"
wykazują cały szereg interesujących atrybutów które
opisane są dokładniej na odrębnej stronie internetowej
o "chmurach-UFO" dostępnej za pośrednictwem
"Menu 2".
Przykładowo, wszystkie inne chmury wokół nich nieustannie
dryftują unoszone wiatrem, te zaś chmury stoją w jednym
miejscu jakby zostały tam zakotwiczone. Po pewnym zaś czasie
zamiast odpłynąć w dal jak inne chmury, po prostu rozpływają
się w nicość i znikają z widoku. Ponadto mają one przybliżony
kształt UFO. Proponuję więc aby zajrzeć także i na ową stronę o
chmurach-UFO.
Fot. #6: "Wzgórze Partyzantów" we Wrocławiu
(kiedyś tzw. Bastion Sakwowy).
To pod nim (zgodnie z lokalnym folklorem)
do dzisiaj zachowały się wejścia do podziemnych
tuneli Wrocławia. Wejścia te mają zaczynać się
na metalowych drzwiach, na powyższym zdjęciu
widocznych po lewej stronie, tuż pod widocznym
tam drzewem. Odnotuj, że schody widoczne powyżej
po prawej stronie zdjęcia, w zbliżeniu pokazane
są na zdjęciu "Fot. #21".
Ciekawostką pokazanego powyżej "Wzgórza
Partyzantów" jest, że w czasach mojego
zamieszkiwania we Wrocławiu szeptało się
wiele o zaobserwowaniu na nim dziwnych,
częściowo przeźroczystych, ludzko-kształtnych
istot, a także latających w powietrzu cieni w
kształcie figur ludzkich. Jak owe istoty i cienie
wyglądały, dosyć dobrze ilustruje to następne
zdjęcie "Fot. #7".
W średniowieczu jedna z popularniejszych
metod uśmiercania polegała na
zamurowywaniu żywcem lub wrzucaniu
żywych ludzi do bezokiennej wieży w której
jedyny istniejący otwór znajdowal się w suficie.
Najlepszym przykładem takiej wieży w której
zginęło dosłownie setki ludzi, jest słynna
"wieża głodowa" w Paczkowie. (Zdjęcie
owej "wieży głodowej" z Paczkowa pokazane
zostało na "Fot. 6(b)" ze strony internetowej
o mieście
Miliczu.)
(Paczków jest małym miasteczkiem w
południowej Polsce, położonym kilkadziesiąt
kilometrów na południe od Wrocławia.) Owa
średniowieczna wieża z Paczkowa pozostawała
zamurowana do około lat 1950-tych, kiedy to
miejscowe władze miejskie postanowiły przebić
ją aby poprowadzić przez nią chodnik. Po
przebiciu okazało się, że cała objętość tej
wieży zajmowała bezokienna komora z
maleńkim włazem w suficie. Komorę tą zaś
zapełniały dosłownie setki ludzkich szkieletów
zalegających ją na wysokość kilku metrów.
Okazało się, że średniowieczne władze
Paczkowa, wrzucały do tej wieży przez
owo okienko w suficie każdego kto im
jakoś podpadł. Po wrzuceniu zaś do wieży
ludzie ci po prostu umierali z głodu, pragniania
i braku światła. Oczywiście, inne średniowieczne
miasta wcale nie były lepsze. Przykładowo,
w podziemiach miasta Kłodzka wyeksponowana
jest zwiedzającym cela więzienna z kościotrupem.
(Jej zdjęcie można zobaczyć na "Fot. 5c" ze strony o
Miliczu.)
W celi tej uwięziono kogoś, poczym zapomniano
go karmic czy uwolnić.
Cele podobne do tej z katedry w Kwidzyniu,
"wieży głodowej" w Paczkowie, czy podziemiach
Kłodzka, czyli przeznaczone dla grzebania czy
zamurowywania ludzi żywcem, istniały również
w podziemiach warownego zamku z Wrocławia,
oraz w podziemiach średniowiecznego Wrocławia.
Tyle tylko, że ludzie którzy w nich umierali nie
zwrócili niczym na siebie uwagi społeczeństwa.
Dlatego obecnie nikt nie wie o ich losie.
Fot. #7: Oto zdjęcie które zdołało utrwalić
kogoś jedynie częściowo widzialnego od
pasa do ziemi, a zupełnie niewidzialnego
od pasa w górę.
Ktoś ten został utrwalony jak przechodzi
z "normalną długością kroku" przez ulicę
pomiędzy obiektywem aparatu a taksówką
stojącą przy krawężniku jezdni. (Dla lepszego
oglądnięcia tego zdjęcia kliknij na nie aby
je powiększyć.)
Zdjęcie to ilustruje relatywnie dobrze jak wyglądały
owe częściowo przeźroczyste figury ludzkie, oraz
latające w powietrzu jakby-cienie ludzkie, które w
czasach mojego zamieszkania we Wrocławiu relatywnie
często widywane były na Wzgórzu Partyzantów.
Zapewne widywane też są one tam i do dzisiaj.
Tyle że "nowocześni" ludzie, którzy dzisiaj je
zaobserwowują, prawdopodobnie interpretują
je zgodnie z dzisiejszą atmosferą intelektualną
- która "potępia" przecież wszystko co tajemnicze
i "wyjaśniania" to co niewyjaśnione jako "ludzkie
przywidzenia".
Powyższe zdjęcie wykonane zostało aparatem
cyfrowym w Miami na Florydzie (USA). Z osobą
która je wykonała można się skontaktować
pod adresem emailowym
nes11@op.pl.
Fotografujący twierdzi, że nie ma tu możliwości
podwójnego naświetlania tej samej klatki. Zdjęcie
robione było przy rozdzielczosci 1MGP i wyłączonej
lampie błyskowej. Czas naświetlania aparat
ustawiał automatycznie - fotografujący twierdzi
że mogło to być około 0.5 - 1 sekundy. Z doświadczenia
wie on tez, że przy dłuższym czasie naświetlania,
zdjęcia robione "z ręki" są już wyraźnie poruszone -
powyższe zaś nie wykazuje poruszenia. Widoczna
na zdjęciu taksówka była nieruchoma - obok niej
były drzwi do hotelu.
Najbardziej na powyższym zdjęciu zastanawia
brak widoczności utrwalonej na nim istoty od
pasa powyżej. Wiadomo bowiem, że jedna z
wersji napędu osobistego używanego przez
UFOnautów posiada pędniki umieszczone w
pasie i w epoletach. Wersja owego napędu
może właśnie nadać używajacemu jej UFOnaucie
niewidzialności wzrokowej od pasa w góre - po
szczegóły warto zagladnac do opisow takiego
napędu osobistego zawartych w podrozdziałach
E2 i R5 z (odpowiednio) tomów 2 i 14 monografii
[1/4],
a także skrótowo omówionych na stronach
internetowych o wsi
Wszewilki,
oraz o
komorze oscylacyjnej.
W monografii [1/4], szczególnie zaś w jej
podrozdziale L2 z tomu 10, wyjaśniono również,
że wehikuły UFO oraz indywidualni UFOnauci
używający napędu osobistego, są w stanie przenikać
przez obiekty stałe (takiej jak skały, glebę, mury, okna,
meble, itp.) bez uczynienia szkody sobie ani tym obiektom stałym.
(Zasada na jakiej owo przenikanie UFOnautów przez
materię stałą się odbywa, zwana "migotaniem telekinetycznym"
opisana została na odrębnej stronie internetowej o
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji.)
To zaś oznacza, że zarówno całe wehikuły UFO, jak i
indywidualni UFOnauci, są w stanie bez trudności wnikać do podziemi
Wzgórza Partyzantów, aby tam ukrywać się przed wzrokiem
ludzi. Innym zastanawiającym elementem powyższego zdjęcia
sa owe typowe, dzisiejsze buty, jakie posiada sfotografowana
istota. Jeśli więc istota owa jest UFOnautą, owe typowe ludzkie
buty typu "adidasy" mają wartość dowodu, że jej zamiarem
jest mieszanie się z tlumem ludzi i wyglądanie jak każdy
mieszkaniec Ziemi. Dlaczego zaś UFOnauci po złodziejsku
ukrywają przed ludźmi swoje kosmiczne pochodzenie i udają
ludzi, wyjaśnione to zostało dokładniej na stronach
zło,
podmieńcy,
26ty dzień, oraz
ludobójcy
dostępnych poprzez
"Menu 2".
Centrum miasta Wrocławia zajmuje jego
okazały rynek. Rynek ten posiadał wygląd
kwadratu, który był typowy dla średniowiecznych
miast polskich. Mniejsze placyki znajdowały
się w każdym jego narożniku. (Dwa z owych
mniejszych placów istnieją przy wrocławskim
rynku aż do dzisiaj.)
Ratusz Wrocławia jest jednym z najbardziej
okazałych starych budynków owego miasta.
Jak w każdym średniowiecznym mieście, ratusz
zajmował w nim centrum rynku. Z kolei rynek
we Wrocławiu był centralnym placem tego miasta,
położonym w przybliżeniu w tej samej odległości
od każdej z czterech bram tego miasta.
Fot. #9: Ratusz Wrocławia. Wrocławski Ratusz
zaliczany jest do najwspanialszych budowli
gotyckich w Europie.
(Zdjęcie wykonane w lipcu 2004 roku.)
Miasto Wrocław posiadało cztery ufortyfikowane
bramy, zwrocóne w cztery strony świata. Bramy
te posiadały swoje nazwy. Przykładowo brama
miejska od południa nosiła nazwę Bramy Mikołajskiej,
natomiast brama miejska od wschodu nosiła
nazwę Bramy Oławskiej.
Fot. #10: Podobizna (rzeźba) jednego
z dwóch lwów, które kiedyś zdobiły
szczyt fortyfikacji przy bramie
zachodniej Wrocławia.
Owa brama broniona kiedyś była rodzajami barbakanów,
które przyozdobione były rzeźbami lwów. Kiedy mury
obronne Wrocławia zostały rozebrane, owe stare lwy
pozostawiono dla ozdoby w pobliżu miejsca ich oryginalnego
ustawienia. Z czasem jednak zastąpiono je powyższymi
bardziej artystycznymi rzeźbami lwów i Herkulesa, jakie
do dzisiaj przyozdabiają miejsce w pobliżu którego kiedyś
owa Brama Zachodnia stała.
Jak faktycznie wyglądały owe oryginalne lwy z
zachodnich barbakanów Wrocławia, do dzisiaj
można to zobaczyć w pobliskim miasteczku
Miliczu.
Na południowej bowiem bramie średniowiecznego
Milicza, kiedyś zwanej właśnie "Bramą
Wrocławską", w dawnych czasach znajdowała
się dokładna kopia owych lwów z Wrocławia.
Kopia ta przetrwała do dzisiaj. Można ją
oglądać w Miliczu. Jej zdjęcie pokazane
zostało na "Fot. #4" strony internetowej o
wsi
Wszewilki.
Wrocław był kiedyś słynny ze swoich potężnych
murow obronnych. Mury te były wykonane z
cegły. Stąd wyglądały one w przybliżeniu jak
mury pokrzyżackiego zamku z
Malborka
pokazane na fotografii poniżej. Niestety,
Napoleon Bonaparte, po (pokojowym) wkroczeniu
do Wrocławia w 1807 roku, nakazał rozebranie
owych murów. Jednocześnie z murami
Wrocławia rozebrane także zostały wówczas
mury obronne podwrocławskiego miasta
Milicza,
które to miasto również w owym czasie
okupowane było przez wojska Napoleona.
Więcej ciekawostek na temat murów Milicza
spisanych zostało na odrębnej stronie
internetowej o owym miasteczku
Miliczu,
oraz o leżącej w jego pobliżu podmilickiej wsi
Wszewilki.
* * *
Na temat powodów dla jakich Napoleon
nakazał rozebranie murów obronnych
Wrocławia słyszałem kiedyś dosyć
anegdotyczną historyjkę. Oczywiście,
nie będąc historykiem nie jestem w stanie
ocenić na ile jest ona prawdziwa. Przytaczam
więc ją tutaj na zasadzie ciekawostki, bez
wnikania w to czy jest ona historycznym
raportem z prawdziwego zdarzenia, czy
też jedynie zmyśloną przez kogoś anegdotą.
Oto ona:
Kiedy Napoleon wkroczył do Wrocławia,
wezwał do siebie burmistrza owego miasta
i nakazal mu wyjaśnić "dlaczego na jego
powitanie nie bito z armat?" W odpowiedzi
na owo zapytanie burmistrz Wrocławia natychmiast
wygłosił długie przemówienie do Napoleona.
W przemówieniu tym skrupulatnie wyjaśnił
12 istotnych powodów dla których miasto
nie biło z armat na powitanie tak znamienitego
gościa. Ostatni z tych 12 istotnych powodów
brzmiał "ponieważ we Wrocławiu nie mamy
armat". Napoleon wziął sobie do serca owo
przemówienie, ponieważ zaczął posądzać
że burmistrz miasta Wrocławia w sposób
wysoce dyplomatyczny i dobrze ukryty pokpiwa
sobie zwyczajnie z jego "wojskowej inteligencji".
Dla wyrównania więc rachunków i dla pokazania
kto tu naprawdę rządzi, Napoleon nakazał
aby zburzono mury Wrocławia. Pozostawił
też na utrzymaniu miasta swój garnizon
okupacyjny, rzekomo w celu dopilnowania,
że zburzenie tych murów zostało ściśle
zrealizowane. Tak jednak jakoś się składało,
że garnizon ów podobno obejmował największych
pijaków, najzawziętszych kobieciarzy, nabardziej
impulsywnych zabijaków, oraz najmocniejszych
żarłoków, z całej armii Napoleona.
Fot. #11: Oto jak zapewne wygladały mury
obronne Wrocławia.
Ułożone one były głównie z cegły, chociaż miejscami
posiadały wstawki z kamieni i głazów narzutowych.
Najprawdopodobniej sięgaly około 10 metrów wysokości.
Musiały wszakże chronić pobliskie budynki aż do dachów.
Co jakiś też czas posiadały wbudowane w siebie baszty
obronne, podobne do baszt z powyższej fotografii.
Powyższe zdjęcie ukazuje wprawdzie przykład średniowiecznych
murów obronnych zamku pokrzyżackiego w
Malborku.
Niemniej mury miasta Wrocławia z całą pewnością
były do nich bardzo podobne.
Na powyższym zdjęciu warto też zwrócić uwagę
na tzw. "bramę wodną" stojącą w owych murach
w pobliżu centrum zdjęcia. Nad ową bowiem bramą
umieszczona jest rzeźba żaby, nieco podobnej
do tej pokazanej na zdjęciu "Fot. #19" poniżej.
(Żabę tą widać na powyższym zdjęciu "bramy
wodnej" w samym jej centrum. Jest nią ów szary
najwyższy czubek stożkowego piedestału na jakim
ją postawiono, wyraźnie się odbijający od zielonego
koloru drzew które rosną poza tą bramą. W zbliżeniu
ta sama żaba pokazana jest na zdjęciu "Fot. 26" ze
strony internetowej o mieście
Miliczu.)
Owa żaba stanowiła jeden z dwóch najważniejszych
symboli jakie wyznaczały polaryzację zamku w
Malborku
zgodnie z zasadami chińskiego "Feng Schui".
Drugim symbolem jest figura Matki Boskiej.
Oczywiście każde miasto posiada swoje
opowieści i legendy o ukrytych skarbach.
Wrocław nie jest w tym względzie wyjątkiem.
W czasach swojej młodości nasłuchałem
się sporo owych opowieści. Na ile są one
prawdą, tego mi nie wiadomo. Niemniej
powtórzę tutaj niektóre z nich. Wszakże
stanowią one kolejna ciekawostkę folkloru
Wroclawia.
Depozyt Banku Wrocławia.
W trudnych czasach drugiej wojny światowej,
kiedy bombardowania alianckie bez przerwy
zagrażały każdemu mieszkańcowi Niemiec,
jeśli ktoś z obywateli miał coś cennego,
oddawał to w depozyt do rządowego banku.
Wszakże odpowiedzialność za ów depozyt
przejmował rząd, który zobowiązał się go
chronić wszelkimi dostępnymi mu siłami
i środkami. Z uwagi na liczbę mieszkańców
Wrocławia, miejscowy bank rządowy zgromadził
relatywnie duży depozyt kosztowności oddanych
mu na przechowanie. Kiedy bowiem w ostatnich
dniach drugiej wojny światowej załadowano ów
depozyt na ciężarówki aby go wywieźć poza
zasięg okrążających miasto wojsk radzieckich,
kosztowności te wypełniły aż kilka ciężarówek.
Co z nimi się stało po wywiezieniu z Wrocławia
tego dotychczas nikt mi nie potrafił powiedzieć
z całą stanowczością.
Skarb z wieży w Strzelinie. Kiedyś
odwiedziłem miejscowość Strzelin pod Wrocławiem.
Przypadkowo usłyszałem wówczas historię
tamtejszego skarbu. Zaraz po wojnie na
środku rynku w Strzelinie stała wypalona
pożarem wieża. Wyglądała ona jakby za
chwilę miała się zawalić. Nikt więc jej nie
odwiedzał. Jednak pewnego dnia uczeń
miejscowej szkoły wybrał się na wagary
i aby ukryć swoją obecność przed tymi
co mogli go rozpoznać, wszedł właśnie do
owej wieży. W jej środku znalazł pomieszczenie
całe wypełnione złotem i klejnotami. Kiedy
natychmiast po tym rząd komunistycznej
Polski przysłał ciężarówki aby zabrały ów
skarb, było go tak dużo, że wypełnił on
aż kilka ciężarówek. Co z nim się stało po
przęjęciu przez rząd, mieszkańcy Strzelina
nie potrafili mi powiedzieć - krążyły wśród
nich plotki że był on przekierowany do
prywatnych kieszeni. Pytanie jednak jakie
mnie osobiście zawsze nurtowano, to czy
ów skarb znaleziony we wieży w Strzelinie
był tym samym skarbem, który w ostatnich
dniach wojny wywieziono z Banku Wrocławia.
Fot. #12: Szkoła z Placu Muzealnego,
która faktycznie stoi na miejscu przedwojennego
muzeum Wrocławia.
To właśnie podczas rozbierania
fundamentów tamtego muzeum
odkryto wsród nich skarb w postaci
jakiegoś zbiornika ze złotymi monetami.
Zanim władze dowiedziały się o owym
skarbie i zdołały zabezpieczyć miejsce jego
znalezienia, cały skarb tajemniczo zniknął.
Wrocław leży nad rzeką Odrą, która na jego
obszarze rozpływa się na cały szereg odnóg,
a ponadto posiada we Wrocławiu cały labirynt
naróżniejszych kanałów żeglugowych. Stąd
Wrocław słynie też ze swoich mostów.
Faktycznie to nawet nazywany jest czasami
"Wenecją Północy" lub "polską Wenecją".
Wszakże w jego obrębie istnieje aż 12 wysp
na Odrze i 112 mostów.
Fot. #13: Rzeka Odra. Pokazany
jest tzw. Most Grunwaldzki.
Zdjęcie wykonane w lipcu 2004 roku. Most ten wykonany został bardzo
starą techniką "nitowania" owych długich niby lin podwieszających na
jakich cały ten most jest zawieszony, z szeregu krótkich płyt-taśm stalowych. W czasach
kiedy był on budowany, był on najdłuższym nitowanym mostem wiszącym
na świecie. Zresztą również i w chwili obecnej zapewne pozostaje on
jednym z najdłuższych mostów wiszących na świecie - w których elementy
nośne na jakich cały most jest zawieszony spojone są właśnie nitami.
Ja zresztą dosyć sporo podróżowałem po świecie i muszę się przyznać,
że nigdzie nie widziałem mostu nitowanego który byłby jednocześnie
mostem wiszącym - jak powyższy. (Istnieje wprawdzie wiele mostów
wiszących na świecie, jednak jako żelazna reguła praktycznie zawsze
zawieszone są one na stalowych linach.) Faktycznie więc powyższy
most najprawdopodobniej obecnie stanowi już rodzaj unikatu na skalę
światową.
Okolice Wrocławia były miejscami wielu
znaczących bitew w historii Polski i tych ziem.
Największa z tych bitew miała miejsce na
pobliskim "Psim Polu" kiedyś leżącym pod
Wrocławiem, które jednak obecnie stało się
jedną z dzielnic Wrocławia.
Wrocław posiada wiele starych cmentarzy.
Najbardziej wymowny z nich jest cmentarz
żołnierzy radzieckich. Zginęli oni po to, aby
Wrocław mógł być tym czym jest obecnie.
Ciekawe ilu z nas pamięta o owym fakcie,
jest świadomym czym i gdzie byliby gdyby
nie śmierć owych (i innych im podobnych)
żołnierzy, oraz okazuje wdzięczność tym
oswobodzicielom poprzez położenie czasami
symbolicznego kwiatka na grobie któregoś
z nich, lub zmówienie jakiejś modlitwy na ich
intencję. Pamiętać wszakże musimy, że żaden
z owych żołnierzy nie miał wyboru ani gdzie
i kiedy się urodzi, ani kto ma być przywódcą
jego kraju, ani gdzie i kiedy przyjdzie mu zginąć.
Każdy więc z nas mógł, oraz ciągle może,
znaleźć się w jego położeniu.
Fot. #15: Cmentarz żołnierzy radzieckich we Wrocławiu.
Tysiące tych żołnierzy poległo podczas wyzwalania Wrocławia.
#16. Kopiowanie wnętrza
wehikułów UFO przez wrocławskie kościoły:
Jak to wykazują badania UFO, wyposażenie
i elementy architektoniczne niemal każdego
starego kościoła na Ziemi zamodelowane
zostały na ksztalt wyposażenia i konstrukcji
wehikułów UFO. Szczególnie dobrze jest to
widoczne w starych kościołach, takich jak np.
kościoły istniejące we Wrocławiu. Jedynie
nowoczesne kościoły budowane już w dzisiejszych
czasach, z powodów jakich można się domyślić,
gwałtownie ostatnio odchodzą od tej zasady
imitowania sobą wnętrza i wyposażenia UFO.
Każdy też szczegół konstrukcji i wyposażenia
starych kościołów, modelowany jest na wzór
wyglądu i wyposażenia wehikułów UFO. Oto
wykaz najważniejszych składowych każdego
starego kościoła, jakich wygląd imituje
odpowiednie składowe wehikułów UFO:
1.
Ołtarze. Te imitowały kiedyś urządzenia sterownicze
używane do kierowania lotem UFO. Faktycznie
to dzisiejsi uprowadzeni do wnętrza wehikułów
UFO raportują, że w UFO średniej wielkości,
tj. typów od około K5 do K7, na obrzeżu kolumny
centralnej z pędnikiem głównym danego wehikułu
znajduje się panel z urządzeniami sterującymi i
lampkami kontrolnymi, który to panel wygląda
niemal dokładnie tak jak kiedyś wyglądały
ołtarze w dawnych kościołach. Nic dziwnego
że w związku z coraz szerzej upowszechnianą
obecnie wiedzą jak wygląda wnętrze UFO, tzw.
UFOnauci-podmieńcy
operujący skrycie na Ziemi m.in. w rankach
kościoła, spowodowali że owe wymowne stare
ołtarze pousuwane zostały niedawno dyskretnie
z ziemskich kościołów. Wszakże dostarczały
one ludziom skojarzeń które zaczęły być zbyt
niebezpieczne dla
szatańskich UFOnautów
którzy od tysiącleci okupują skrycie naszą planetę.
2.
Konfesje (Słowo "konfesja" znaczy "grób wyznawcy".)
W niektórych kościołach chrześcijańskich
istnieją niezwykłe obiekty które umieszczane są
pod kopułą główną kościoła. Nazywają się one
"konfesje". Najokazalsza z nich znajduje się w
Bazylice Św. Piotra w Rzymie. W Polsce dwie
najbardziej znane z takich "konfesji" znajdują się
w katedrach gnieźnieńskiej i krakowskiej. Ja
osobiście w 1991 roku oglądałem jedną z nich
w starym kościele z Warszawy zlokalizowanym
w pobliżu pałacu prezydenta. Nie sfotografowałem
jej jednak wówczas. Kiedy zaś ponownie szukałem
tego kościoła w 2004 roku, nie mogłem już go tam
znaleźć. Jeśli ktoś jest zaznajomiony z raportami
osób uprowadzonych do wnętrza UFO, wówczas
jest świadom, że owe "konfesje" wiernie imitują
pędnik główny z wehikułów UFO typu K5. Centralnym
obiektem takich konfesji jest bowiem prostokątna
biała lub srebrzysta skrzynia, która zwykle stanowi
trumnę dla jakiegoś znakomitego świętego (np.
Św. Wojciecha w katedrze gnieźnieńskiej). Skrzynia
owa imituje swoim kształtem centralną tzw.
"komorę oscylacyjną"
pierwszej generacji - czyli urządznie napędowe
z pędnika głównego UFO. (Po szczegóły budowy
wehikułów UFO pierwszzej generacji - patrz strona
internetowa o
"magnokraftach",
które są ziemską wersją UFO, a stąd które mają
identyczną konstrukcję i zlokalizowanie pędników
jak UFO.) Użycie tej prostokątnej skrzyni w charakterze
trumny też nie jest przypadkowe. Powodem jest,
że w wehikułach UFO wokół owej centralnej komory
oscylacyjnej zwykle przechowywane są zwłoki ludzi
którzy przypadkowo zostali zabici przez UFOnautów.
Pole bowiem z owego pędnika zabezpiecza te zwłoki
przed psuciem się i wydzielaniem smrodu rozkładu.
Po opisy takich właśnie "cmentarzy" z wnętrzy UFO -
patrz podrozdział P6.1 z tomu 13 monografii
[1/4].
Wokół owego białego obiektu (trumny) każdej konfesji,
umieszczane są cztery "poskręcane" kolumny. Kolumny
owe imitują cztery poskręcane obwody magnetyczne
opuszczające komorę oscylacyjną z pędnika głównego
UFO typu K5. W końcu nad każdym konfesjałem rozpostarty
jest rodzaj kopulastego "baldachimu" ze złotymi iskierkami.
Ów baldachim imituje kopułę górną wehikułu UFO na
której iskierki wzbudzane są przez pole magnetyczne
generowane przez centralną komorę oscylacyjną tego UFO.
"Konfesje" należy odróżniać od "konfesjonałów",
które także zwykle swoim kształtem imitują pędniki
główne z wehikułów UFO małego typu (tj. typu K3
lub K4). Konfesjały często sporządzane są jako
ozdobne miniaturki opisanych poprzednio "konfesji".
3.
Kolumnady. Dawne kościoły zawsze musiały
mieć kolumnadę w swoim wnętrzu - i to nawet kiedy
kolumnady takiej wcale nie było im potrzeba z powodów
wytrzymałościowych czy konstrukcyjnych.
Powodem ich obecności było, że kolumnady takie imitowały
słupy pola magnetycznego wydzielanego przez pędniki
boczne każdego UFO. Wysoce symboliczne w owych kościołach
było również rozmieszczanie owych kolumnad na obwodach
dawnych kościołów. Powodem było, że w wehikułach UFO
pędniki boczne które wydzialają owe słupy pola imitowane
przez te kolumnady, zawsze są rozlokowane naokoło obwodu
wehikułów UFO - po szczegóły patrz opis konstrukcji
magnokraftów.
4.
Chrzcielnice. Te imitują tzw. "komory oscylacyjne"
w UFO drugiej egneracji. Komory owe to najważniejsze
urządzenia napędowe z owych wehikułów UFO. Nawet
dzisiaj ogromnie fascynują one każdego uprowadzonego
na pokład UFO. Po więcej szczegółów patrz podpis pod
rysunkiem "Fot. #16" poniżej.
Najwyższe jednak
podobieństwo do UFO wykazuje ogólny kształt starych kościołów,
oraz zagospodarowanie i wygląd ich wnętrza. I tak wiekszość starych
kościołów ma przynajmniej jedną kopułę, jaka imituje kopułę
centralną w konstrukcji UFO. Wokół obrzeży tych starych
kościołów zawsze obiega też jakaś kolumnada, jaka imituje
pierscień kolumn z pędnikami bocznymi które rzucają się w
oczy każdemu przebywającemu we wnętrzu UFO. Nawet zarysy
owych kulumn zawsze imitują słupy pola magnetycznego przenikającego
przez pędniki boczne UFO. Niemal każdy stary kościół miał też wieże
z bulwiastymi wierzchołkami. Te wieże imitują cygara sprzężone z
UFO mniejszego typu doczepiane do pędników UFO większego
typu. Więcej informacji na temat podobieństwa starych kościołów
do UFO, znaleźć można w podrozdziale P6.1 z tomu 13 monografii [1/4].
W podobny sposób jak
czynią to świątynie chrześcijańskie, wehikuły UFO imitowane są również
przez świątynie muzułmańskie (meczety). Szczególnie dobrze to widać
w Istambule, gdzie niemal każda z tamtejszych świątyń przypomina
latający system sprzęgnięty z całego szeregu wehikułów UFO.
* * *
Zależnie od tzw. "generacji UFO", jaka z
kolei zależy od poziomu zaawansowania
technicznego cywilizacji która zbudowała
dany wehikuł UFO, ich tzw.
komory oscylacyjne
przyjmują tylko jeden z trzech możliwych
kształtów. (Odnotuj, że zgodnie z opisami
rozdziału C w tomie 2 monografii [1/4],
owe "komory oscylacyjne" UFO, to po
prostu najważniejsze urządzenia napędowe
owych wehikułów latających. Z operacyjnego
punktu widzenia są to po prostu potężne
"magnesy". Dla UFO owe komory oscylacyjne
są tym samym co "silniki" są dla dzisiejszych
samochodów.) Wszystkie
trzy możliwe kształty komór oscylacyjnych
UFO zilustrowane są na rysunku C3 z
monografii [1/4].
Kształty te, to rodzaje komór lub słupów równoległościennych,
których przekrój poziomy przyjmuje jedną z następujących
trzech zasadniczych kształtów: (1) kwadratowy - dla
UFO pierwszej generacji zwanych także
wehikułami magnetycznymi,
(2) ośmioboczny - dla UFO drugiej generacji
zwanych także
wehikułami telekinetycznymi,
lub (3) szesnastoboczny - dla UFO trzeciej
generacji zwanych także
wehikułami czasu.
W wehikułach UFO komory te lub słupy zawsze
też stoją ze swoją osią centralną umieszczoną
pionowo. Stąd owe trzy zasadnicze kształty zawsze
występują w ich przekroju poziomym.
Co najbardziej szokuje w wyposażeniu wnętrz
starych kościołów (w tym kościołów Wrocławia),
to że wszystko co w nich zawarte również posiada
kształty które dokładnie odzwierciedlają owe
trzy możliwe kształty komór oscylacyjnych UFO.
Stąd w starych kościołach najczęściej wszystko
jest równoległoscianem o przekroju ośmiobocznym -
jako przykład patrz obiekt pokazany na zdjęciu
z "Fot. #16". Faktycznie też we większości kościołów
o wieku ponad 500 lat nawet kolumny mają przekrój
ośmioboczny - jako przykład takich ośmiobocznych
kolumn kościelnych patrz zdjęcie z "Fot. 19" ze strony
o mieście
Miliczu.
We wszystkim też ze starych kościołów,
ów przekrój zarysowuje się w przekroju poziomym -
czyli w dokładnie tym samym przekroju, co w
komorach oscylacyjnych UFO. Jeśli zaś coś nie
jest ośmioboczne, wówczas w poziomie ma to
albo przekrój kwadratowy, albo też szesnastoboczny
(lub okrągły - który jest przybliżeniem szesnastoboku).
Natomiast niemal niemożliwe jest znalezienie w
starych kościołach czegokolwiek, co miałoby
przekroj np. trojkótny, czy sześcioboczny, na przekór
że właśnie te przekroje są nieporównanie bardziej
łatwe do wykonania narzędziami starszych mistrzów,
niż przekroje ośmioboczne czy kwadratowe.
Ów najbardziej szokujący atrybut starych kościołów
jest, że w ich wnętrzach niemal wszystko imituje
generalne kształty komór oscylacyjnych UFO.
Fot. #16: Ośmioboczna chrzcielnica
kamienna z kościoła NMP na Piasku (Wrocław).
(Zdjęcie z lipca 2004 roku) Owe ośmioboczne
chrzcielnice imitują najważniejsze urządzenia
napędowe wehikułów UFO drugiej generacji
(zwanych także wehikułami telekinetycznymi),
czyli ich ośmioboczne tzw.
"komory oscylacyjne".
Kamienne chrzcielnice podobnego kształtu można
znaleźć praktycznie w niemal każdym starym
kościele Wrocławia. Najwięcej z nich zawarte
jest w starych kościołach z wrocławskiego Ostrowa
Tumskiego (np. oglądnij sobie podobną ośmioboczną
kamienną chrzcielnicę w Katedrze Św. Marii Magdaleny).
Powodem dla jakiego chrześcijaństwo zaadoptowało
ośmioboczny kształt komór oscylacyjnych drugiej
generacji na pojemniki dla wody święconej, jest
gęste pole telekinetyczne jakie komory te generują
w wehikułach UFO. Owo pole telekinetyczne jest
bowiem techniczną wersją tego samego leczniczego
pola telekinetycznego które
uzdrowiciele
generują w sposób naturalny podczas sesji
uzdrawiających. Faktycznie też, zgodnie z
relacjami dzisiejszych ludzi uprowadzanych
do UFO, UFOnauci czasami organizują rodzaj
"kąpieli" w owym gęstym polu telekinetycznym
generowanym przez ośmioboczne komory
oscylacyjne ich wehikułów UFO drugiej generacji.
Dla owych "kąpiących" się, pole to odczuwa się
niemal jak rodzaj gęstego "płynu" po którym
można nawet pływać. Takie "kąpiele" w owym
polu telekinetycznym posiadają zdolność do
prawie natychmiastowego leczenia ran i do
uzdrawiania wszelkich problemów zdrowotnych
u kąpiących się ludzi. Dlatego dla dawnych
mieszkańców Ziemi, ów niewidzialny "płyn" (tj. pole
telekinetyczne) jaki wydzielany był z ośmiobocznych
komór oscylacyjnych wehikułów UFO wykazywał
równie cudowne własności jak święcona woda.
To zapewne właśnie z tego powodu obiekty o
ośmiobocznym kształcie podobnym do zarysów
owych komór oscylacyjnych z UFO używane były
w kościołach jako pojemniki na święconą wodę.
Odnotuj że przykład raportu osoby uprowadzonej
do UFO, z właśnie takiej "kąpieli" czy "pływania"
w polu telekinetycznym emitowanym przez
ośmioboczną komorę oscylacyjną UFO,
zacytowany został na samym końcu podrozdziału
T1 z tomu 14 monografii
[1/4] -
dostępnej nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej
strony internetowej.
W czasach kiedy ludzie ciągle pasjonowali
się badaniami UFO, zaś ja ciągle mieszkałem
we Wrocławiu, miasto owo było celem dosyć
intensywnej aktywności UFO i UFOnautów.
Obserwacji UFO i UFOnautów we Wrocławiu
i jego okolicach było wówczas tak dużo, że
badanie tych obserwacji dostarczało zajęcia
dla dużej i wysoce aktywnej organizacji
UFOlogicznej Wrocławia. Organizacja ta
istniała i dosyć aktywnie działała już w latach
1980 do 1982 kiedy to ja włączyłem się
aktywnie do jej szeregów. Istniała też i
prowadziła ożywioną działalność już po
mojej emigracji do Nowej Zelandii.
Jak to opisałem w punkcie #7 niniejszej strony,
Wrocław prawdopodobnie posiada własną
podziemną bazę UFO. Baza ta najprawdopodobniej
mieści się pod Wzgórzem Partyzantów.
Zapewne to ona jest powodem i źródłem tak
znacznej aktywności UFOnautów i UFO we
Wrocławiu. Zgodnie z legendami, góra Ślęża
pod Wrocławiem też ma posiadać w swoim
wnętrzu ogromną podziemną komorę w której
zawsze ukrywa się conajmniej jeden wehikuł
UFO. Czyli góra Ślęża prawdopodobnie ukrywa
kolejną podziemną bazę UFO położoną niedaleko
od Wrocławia. (Folklor ludowy stwierdza, że
w Polsce podobne podziemne bazy UFO mają
się także znajdować pod zamkiem pokrzyżackim w
Malborku,
a również pod Babią Górą oraz pod Łysą Górą -
co dokładniej wyjaśnia traktat
[4b].
Fot. #17: Rysunek wehikułu UFO typu K3
który w 1978 roku wylądował we wrocławskim
"Parku Szczytnickim". Rysunek ten wykonany
został przez 9-letniego chłopca który obserwował
owo lądowanie.
Ten oryginalny rysunek ilustruje jak w oczach
9-letniego chłopca wyglądał wehikuł UFO który
wylądował we wrocławskim Parku Szczytnickim.
Opisy tego bliskiego spotkania z wehikułem UFO
typu K3 oraz jego trzyosobową załogą zaprezentowane
zostały w podrozdziale R1 z tomu 14 monografii
[1/4].
(W monografii [1/4] powyższy rysunek został pokazany
i opisany jako "rysunek R1".) Odnotuj, że faktyczny
wygląd boczny powyższego wehikułu UFO typu K3
(którego kształt został zweryfikowany z autorem
powyższego rysunku poprzez pokazanie mu
modelu wehikułu o owym kształcie) pokazany
został jako "Rys. A1 (b)" oraz "Rys. F20"
ze stron internetowych o
magnokrafcie oraz o
komorze oscylacyjnej.
Dnia 4 września 1979 roku, około godziny
9:30 rano, UFOnauta przywdziewający
telekinetyczny napęd osobisty patrolował
jedno z mieszkań Wrocławia. Po przemaszerowaniu
po podlodze owego mieszkania pokrytej
płytkami PCW, UFOnauta ten pozostawił
po sobie 17 śladów kroczących. Średnia
wzajemna odległość pomiędzy poszczególnymi
z tych śladów wynosiła około 40 cm. Ślady
te następnie były badane przez naukowców
Instytutu Chemii Nieorganicznej Politechniki
Wrocławskiej. Dokładny raport z wyników
owych badań, jak również szczegółowszy
opis okoliczności, miejsca i czasu w jakim
ślady owe zostały pozostawione przez UFOnautę,
zawarte są w podrozdziale R3 z tomu 14
monografii [1/4], udostępnianej nieodpłatnie
przez niniejszą stronę za pośrednictwem jej "Menu 1" i
"Menu 2".
Owe ślady UFOnauty z mieszkania we Wrocławiu
uformowane zostały przez pędniki telekinetyczne umieszczane
w podeszwach butów UFOnautów. Pędniki te
wchodzą w skład specjalnego "Napędu Osobistego"
używanego przez UFOnautów. Napęd taki opisany
jest dokładniej na kilku stronach internetowych
totalizmu, np. na stronie o tzw.
"komorze oscylacyjnej"
(patrz tam punkt 11 i rysunek E2). Pozwala on
UFOnautom na stawanie się niewidzialnymi
dla ludzkich oczu, a ponadto umożliwia im latanie
w powietrzu, chodzenie po suficie i po powierzchni
wody, wskakiwanie na dachy wysokich budynków
i wyczynianie wszystkiego tego co kiedyś zdolne
były czynić tzw "diabły". ("Diabły" ta stara nazwa dla
szatańskich istot
które od tysiącleci skrycie okupują Ziemię, a które
dzisiaj nazywamy "UFOnautami" - po szczegóły patrz
strona internetowa
"UFOnauci".)
W swojej późniejszej karierze naukowca badającego
(prywatnie - czyli na własny koszt i we własnym czasie)
tajemnicze zjawiska, wielokrotnie później natykałem
się na podobne ślady kroczące pozostawiane przez
napęd osobisty UFOnautów spacerujących sobie po
Ziemi. Na najbardziej interesujące z owych śladów
natknąłem się w 1999 roku w parku z Nowozelandzkiego
miasteczka Timaru. W parku tym często spacerowałem.
Podczas jednego takiego spaceru spostrzegłem
długi na kilkadziesiąt metrów, biegnący prosto,
ślad UFOnauty powypalany krocząco w trawie
parku. Ślad ten musiał być wypalony na krótko przed
moim przybyciem, bowiem w każdym miejscu gdzie
ów UFOnauta postawił nogę w trawie, owa trawa ciągle
pozostawała przygnieciona do ziemi. (Trawa była
tam wówczas długa na jakies 10 cm.) Z kolei pędniki
magnetyczne zawarte w podeszwach butów owego
UFOnauty spowodowały magnetyczne spalenie
niewielkiego pęczka owej trawy w każdym wygniecionym
kroku, nadając temu spalonemu pęczkowi wysoce
charakterystyczny kolor silnie czerwowy. (Kolor tej
krocząco powypalanej trawy podobny więc był do
koloru trawy na lądowisku UFO pokazanym na
fotografii z "Fot. #B1(a)" strony internetowej o
dowodach aktywności UFO na Ziemi,
a także na fotografii z rysunku O1(b) do tomu 12
monografii
[1/4].)
W rezultacie, ów ślad UFOnauty pozostawiony w trawie
parku w Timaru miał kształt długiego łańcucha niewielkich
punktów wzajemnie porozmieszczanych krocząco, w których
przygnieciona trawa zabarwiona była na kolor silnie czerwony.
Niestety, w chwili kiedy dostrzegłem owe świeże ślady
UFOnauty z parku w Timaru, nie miałem przy sobie aparatu
fotograficznego, a było już blisko wieczora. Kiedy zaś
następnego dnia przybyłem z aparatem fotograficznym
aby ślady te sfotografować, okazało się że w międzyczasie
trawa w owych śladach już powstawała, zaś wiatr tak
zmierzwił trawę o owym unikalnym kolorze czerwowym
oraz wymieszał ją z trawą ciągle zieloną, że ślady
te przestały już być widoczne i nie nadawały się do
sfotografowania.
Fot. #18: Oto zdjęcie jednego z kroczących
śladów UFOnauty, które w 1979 roku
pozostawione zostały na płytkach PCW
jednego z mieszkań we Wrocławiu.
(Oryginalnie zdjęcie to publikowane
jest na rysunku R6 do monografii
[1/4]
dostępnej za pośrednictwem
"Menu 2".
Tam też jest ono dokładnie opisane.)
Zaraz po odkryciu ślad ten miał kolor
kredowo-biały, który wyraźnie kontrastował
z kolorem niebieskim płytki PCW na jakiej
został on wypalony. Widoczny na zdjęciu
czarny wzór uformowany został z cieniutkiej
warstewki chemikalii powstałych poprzez
zaatakowanie PCW chemicznie wysoko-atywnym
ozonem.
Po więcej danych
na temat UFOnautów okupujących Ziemię, patrz strona internetowa
ufonauts.20m.com.
Z kolei po cały szereg dalszych dowodów materialnych
na nieustanne operowanie UFOnautów i wehikułów UFO
na Ziemi, patrz strona internetowa o adresie
totalizm.pl/evidence_pl.htm.
#19. Rola chińskiego
"Feng Schui" – żaby z Malborka i Wrocławia:
Chińczycy uznają rodzaj tajemnej wiedzy,
jaką oni nazywają "Feng Schui". Wiedza ta
to zbiór zasad które określają warunki konieczne
do wypełnienia aby ktoś, lub coś, osiągnęło
powodzenie w swoim życiu oraz uchroniło się
przed katastrofami. Przykładowo, owo Feng
Schui stwierdza, że każde zabudowania powinny
posiadać dwa symbole które wyznaczają ich
polaryzację. Bardzo często jednym z tych
symboli dla Chińczyków jest żaba, innym zaś
jakiś ichni Bóg. Jak też się okazuje, średniowieczne
miasta i zamki w Polsce budowane były także
według dokładnie tej samej zasady. Przykładowo
zamek w Malborku, na głównej bramie wjazdowej
z mostu na Nogacie (czyli na tzw. "Bramie Wodnej" -
patrz "Fot. #11"), dokładnie na osi centralnej zamku,
do dzisiaj posiada rzeźbę żaby, jaka jest niemal
identyczna do żab używanych przez Chińskie Feng
Schui - patrz też fotografia "Fot. #19". Z kolei na drugim
końcu tej samej osi centralnej zamku w Malborku
kiedyś znajdował się posąg Matki Boskiej
(o posągu tym piszę na stronie internetowej
o ciekawostkach
Malborka
dostępnej poprzez "Menu 1"). Owa rzeźba i
posąg definiowały polaryzację zamku w Malborku,
a więc także polaryzację ekspansji Malborka
(skierowaną ku wschodowi).
Ciekawostką Wrocławia jest, że w przeszłosci
także posiadał on symbole definiujące jego
polaryzację. Symbole te zdają się kontynuować
swoje działanie aż do dzisiaj.
Fot. #19: Na pierwszym planie rzeźba pierwszej
z dwóch rzeźb żab znajdujących się przy fontannie
na poziomie zerowym jednego z najbardziej
popularnych w 2004 roku domów towarowych
Wrocławia, nazywanego "Galeria Dominikańska"
(druga z żab widoczna jest po przeciwnej stronie
owej fontanny, jednak dopiero po kliknięciu na to
zdjęcie i jego powiększeniu).
Fotografia wykonana w lipcu 2004 roku.
Odnotuj, że żaby mają specjalną symbolikę w
chińskim "Feng Schui", jako symbol wpływu i
dobrobytu. Stąd ich posągi bardzo często są
jednym z dwóch symboli które wyznaczają
polaryzację danego siedliska ludzkiego lub
danej instytucji. Przykładowo definitywnie
pomagają one w przyciąganiu klientów do
"Galerii Dominikańskiej". Średniowieczny
Wrocław też właśnie zbudowany został z
symbolami takiej polaryzacji, tyle że ustawiały
one napór tej polaryzacji w kierunku od
wschodu ku zachodowi.
Wrocław ma wiele do zaoferowania turystom
i odwiedzającym. Niezależnie od tego co
oferują niemal wszystkie polskie miejscowości,
tj. doskonałego jadła i wybornych trunków,
Wrocław oferuje swoją unikalną atmosferę,
architekturę spinająca wszystkie style ostatnich
1000 lat, niezwykłą historię, posmak tajemniczości,
szeroki zakres wydarzeń i usług kulturalnych,
liczne muzea, oraz wiele innych wspaniałości.
Ponadto leży on na skrzyżowaniu całego szeregu
istotnych tras i dróg, posiada dobrą komunikację
wewnętrzną oraz zewnętrzną, jest łatwy do zwiedzania,
leży na płaskim terenie preferowanym przez turystów,
oraz blisko od niego do praktycznie każdego
interesujacego miejsca z południowo-zachodniej
Polski. Jedyne co w nim ciągle wymaga doszlifowania,
to dostępność tanich a jednocześnie wygodnych,
jedno lub dwuosobowych, centralnie usytuowanych
pokoi hotelowych.
Do atrakcji Wrocławia które mnie osobiście
najbardziej fascynują, należą jego ogromnie
liczne kościoły. Kościoły te wywodzą się praktycznie
z każdego okresu i stylu architektonicznego
ostatniego 1000 lat. Oferują one doskonały
wgląd do wyposarzeń wnętrza w poszczególnych
epokach.
Niezależnie od kościołów, we Wrocławiu fascynują
mnie jego liczne parki, wspaniały ogród zoologiczny,
rozmailość niezliczonych mostów na Odrze, jej
odnogach i kanałach, średniowieczna architektura
okolic rynku, a także niezliczone domy towarowe i
nowoczesne centra handlowe pełne dóbr jakie
usatysfakcjonują nawet najwybredniejszy smak.
Fot. #20: Rotunda wystawowa zawierająca
niezwykły obraz nazywany "Panoramą Racławicką".
Jest to specjalna budowla tak zaprojektowana aby
pomieściła w sobie ogromny, bo o wymiarach 120 m x 15 m,
panoramiczny obraz polskich malarzy o nazwiskach
Jan Styka i Wojciech Kossak. Obraz ten przedstawia
Bitwę pod Racławicami, mająca miejsce w dniu 4-go
kwietnia 1794 roku. W bitwie tej polskie siły powstańcze
dowodzone przez generała Tadeusza Kościuszko
odniosły druzgoczące zwycięstwo nad armią rosyjską.
Ten niezwykły obraz jest tak zaprojektowany, że
ma on forme pierścienia opasującego ze wszystkich
stron osoby oglądające ten obraz. Stąd fragmenty
owej bitwy można na nim oglądać we wszystkich kierunkach
od siebie, tj. przez cały kąt 180 stopni. Taki
obraz jest więc rodzajem unikatu na skalę
światową i faktycznie warto go oglądnąć. Niestety,
za każdym razem kiedy podczas kolejnej wizyty
w Polsce ja się rozpędziłem aby go zobaczyć,
okazywało się że limit wizyt na dany dzień
został już wyczerpany i nie ma dla mnie biletu.
W rezultacie widywałem jedynie fragmenty
owego słynnego obrazu publikowane w różnych
materiałach, nigdy zaś oryginalnego obrazu.
Kiedyś dawno temu, bo w latach 1966 i 1967,
w miesiącu maju Wrocław celebrował
studenckie Juvenalia. Był to dzień
kiedy studenci przejmowali klucze do miasta.
Był to też dzień największego festiwalu Wrocławia,
do rozmachu i żywiołowości którego żaden
inny festiwal tego miasta nie jest w stanie
nawet się przybliżyć. Wszakże na przekór
że festiwal ten organizowany był przez
studentów, jego powszechność i żywiołowość
powodowała, że wciągał on do zabawy
praktycznie wszystkich ludzi przebywających
w owym mieście.
Niestety, w swoim pierwszym wydaniu Juwenalia
Wrocławia miały poważnego przeciwnika. Były
nim ówczesne władze Wrocławia, które niechętnie
patrzyły na wzrastające wówczas upolitycznianie
się i wpływy organizacji studenckich. Stąd kiedy
podczas drugich z kolei Juwenaliów w maju 1967
roku, doszło do tragicznego zawalenia się schodów
na Wzgórzu Partyzantów (patrz zdjęcie "Fot. #21"),
władze te skorzystały z owej tragicznej okazji aby
zakazać dalszego organizowania Juwenalii we
Wrocławiu. Stąd owe historycznie pierwsze Juwenalia
Wrocławia organizowane były tylko dwa razy, tj. w
latach 1966 i 1967. Tamten stary zakaz organizowania
Juwenalii obowiązywał we Wroclawiu przez niemal
pół wieku. Z informacji jakie dotarły do mnie do
Nowej Zelandii, został on dopiero cofnięty w 2003
roku. Począwszy więc od 2003 roku, Wrocław
ponownie ma swój najważniejszy festiwal, czyli
żywiołowe Juwenalia studenckie.
Oczywiście oprócz Juwenalii, Wrocław posiada
także inne festiwale. Chyba jednym z najsławniejszych
z nich jest Międzynarodowy Festiwal "Vratislavia
Cantans" poświęcony muzyce i sztukom pięknym
(w 2004 roku organizowany był on w dniach 10 do
19 września). We Wrocławiu odbywają się także:
Festiwal "Jazz nad Odrą", Dni Muzyki Starych Mistrzów,
Przegląd Piosenki Aktorskiej, Międzynarodowe
Zaduszki Jazzowe, Wrocławskie Spotkania Teatrów
Jednego Aktora i Małych Form Teatralnych,
Międzynarodowy Festiwal Dialog Wrocław,
oraz wiele więcej. (Znaczy, wszystkie te festiwale
są dla koneserów, żaden zaś dla normalnych ludzi.)
Fot. #21: Fatalne schody na tzw. "Wzgórze Partyzantów"
(patrz tez "Fot. #6").
To właśnie na tych schodach w maju 1967 roku miał
miejsce ogromnie tragiczny wypadek, który na niemal pół
wieku uciął dalsze organizowanie Juwenalii we Wrocławiu.
Pod ciężarem wspinającej się wówczas na owo wzgórze
młodzieży, schody te się załamały, zabijając i raniąc
cały szereg ludzi. Ponieważ ówczesne władze Wrocławia
poczuwały się zagrożone wzrastającą siłą polityczną
studentów, natychmiast wykorzystały one ten
wypadek aby wydać zakaz organizowania dalszych
Juwenalii we Wrocławiu. Jak słyszałem, dopiero
w 2003 roku Wrocław otrząsnął się z tamtego zakazu
i ponownie zaczął organizować swoje majowe Juwenalia.
#22. Inne pokrewne strony które również posiadają związek z tematem
Wrocławia:
#23. Proponuję okresowo powracać na niniejszą stronę
w celu sprawdzenia dalszych uaktualnień ciekawostek o Wrocławiu:
W celu śledzenia jak dalej będzie uspawniana
niniejsza strona o Wrocławiu, warto czasami
do niej powracać. Z definicji strona ta będzie
bowiem poddawana dalszemu udoskonalaniu
i poszerzeniom, w miarę jak pojawią się
ewentualne nowe informacje lub okoliczności
które zainspirują jej zaktualizowanie. Jeśli
więc w przyszłości zechcesz czytelniku
poznać te nowiny, wówczas odwiedź tą
stronę ponownie. Ja bowiem będę
okresowo aktualizował jej zawartość, w
miarę jak rozwój sytuacji przysporzy jakichś
wydarzeń lub informacji wartych tu zaraportowania.
Warto także okresowo sprawdzać blog totalizmu
o adresie
totalizm.blox.pl/html
(z jego lustrzanymi kopiami dostępnymi pod adresami
totalizm.wordpress.com
oraz
totalizm.myblog.net).
Na blogu tym bowiem wiele zdarzeń omawianych
na tej stronie naświetlane jest dodatkowymi
informacjami spisywanymi w miarę jak zdarzenia
te się rozwijają przed naszymi oczami. Ponieważ
jednak blog ten jest intensywnie sabotażowany, w
przypadku gdyby jednak nie dało się go otworzyć
warto sprawdzić co nowego na jego temat wyjaśnione
zostało w punkcie #D2 strony
FAQ - częste pytania.
Odnotuj, że czytelnicy
mogą sobie załadować do własnego komputera replikę niniejszej strony
internetowej, tak jak to zostało wyjaśnione na stronach
FAQ - częste pytania lub
replikuj
dostępnych przez "Menu 1" i "Menu 2". (Aby sobie załadować tą replikę,
wystarczy w "Menu 1" kliknąć na pozycję
źródłowa replika tej strony.
Odnotuj jednak, iż jeśli po takim kliknięciu replika się sama nie załaduje,
to zapewne oznacza że albo na danym serwerze/witrynie replika ta NIE
mogła zostać udostępniona zainteresowanym np. z powodu ograniczeń
pamięci serwera, albo też że UFOnauci właśnie zasabotażowali możliwość
jej sprowadzania. W takim wypadku należy zmienić serwer używając adresów
podanych w
"Menu 4"
lub "Menu 3", a następnie spróbować replikę tą załadować sobie z następnego
serwera.)
Aktualne adresy emailowe autora tej strony,
pod jakie można wysyłać ewentualne uwagi
lub zapytania, podane są na stronie:
faq (najczęstrze zapytania).
Tam również dostępne są adres pocztowy
oraz numery telefonu autora.
Na kilku swoich stronach, włączając w to niniejszą,
prezentuję fotografie które posiadają dla mnie
wartość osobistą i sentymentalną. Fotografie z
owych stron wprawdzie wystawiam do ich oglądnięcia
przez zainteresowane osoby, jednak NIE chciałbym
aby je ktoś kopiował czy upowszechniał dalej.
Dlatego niniejszym wyjaśniam, że dla wszystkich
fotografii zaprezentowanych na tej stronie,
posiadaczem praw copyrights jestem ja, znaczy
Dr Jan Pająk.
Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna z tych
fotografii nie może zostać zreprodukowana
bez uprzedniego otrzymania mojego osobistego
(tj. podpisanego ręcznie przez Jana Pająka)
pozwolenia na piśmie wydanego specyficznie
dla danej fotografii.